Menu Zamknij

Jestem mamą! Oblicza macierzyństwa.

Rodzi nie tylko matka dziecko, lecz także dziecko matkę

(Gertrud von le Fort)

Jestem mamą! 

Pamiętam jak dziś, kiedy blisko 10 lat temu, idąc do szpitala urodzić moje pierwsze dziecko, nie dawała mi spokoju myśl, że poród to najbardziej schizofreniczne doświadczenie w życiu… Idziesz do szpitala sama, a wracasz z małą istotą, która nagle staje się całym Twoim światem. Nagle przestajesz być sobą, a stajesz się matką. Jednak czy jedno wyklucza drugie? Przecież szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Nawet, kiedy to szczęście obiektywnie wygląda inaczej…

Mój dzisiejszy wpis będzie poświęcony mamom. Tym biologicznym, tym zastępczym i tym adopcyjnym. Bo macierzyństwo, jak wszystko w życiu nie jest jednoznaczne… Prawda?

Mama! To często pierwsze słowo, jakie wypowiada dziecko. Więź dziecka z matką to relacja, która znacząco wpływa na całe życie. Kiedy na świecie pojawia się mała istota, cały świat staje do góry nogami i nic już nigdy nie będzie takie samo. To niezwykłe, jak bardzo można oddać się komuś zupełnie niczego nie żądając w zamian. To prawda, że macierzyństwo często nie jest tak kolorowe i tak doniosłe, jak kreują to media. To często ból, łzy i nieprzespane noce. Wiele mam dopada wypalenie macierzyńskie. To wcale nie znaczy, że nie kochają swoich dzieci! Oznacza to, że często same siebie, gdzieś w tym wszystkim zatraciły i muszą się odnaleźć.

Ze swojego doświadczenia zawodowego znam matki, które o dzieci i dla dzieci walczą z całym światem. Często nawet sobie myślę, że to niemożliwe, że tak wiele wytrzymują. Siła matek jest jednak niezwyciężona. Matka zrobi wszystko i poświęci wszystko dla swojego dziecka, żeby je ochronić. 

Są też mamy z wyboru. Matki adopcyjne i zastępcze.

Zacznę od mam zastępczych, bo z nimi miałam okazję pracować przez lata. Wyobrażacie sobie taką pracę, która trwa 24h/7 dni i nigdy się nie kończy? Pracę, która wywraca całe wasze życie do góry nogami? Pracę, która tak naprawdę nie jest pracą, bo człowiek nie jest robotem i związuje się emocjonalnie i psychicznie z dziećmi, które przychodzą. Pracę, która staje się życiem. Której nieodłącznej elementem jest strata. Kiedy ktoś jest członkiem Twojej rodziny i jednocześnie nim nie jest, bo należy do innej rodziny. I ten ból, kiedy dziecko odchodzi. Trudno cieszyć się jego szczęściem, kiedy wraca do swojej rodziny lub idzie do adopcji, a Tobie zostaje w sercu rana. Ale za chwilę przychodzi kolejne dziecko i nie masz czasu ani siły przeżyć żałoby.

Kto decyduje się na taką pracę? To ludzie młodzi, w średnim wieku i starsi. Religijni i ateiści. Szczupli i grubi. Mający swoje dzieci i nie mający dzieci. Nie ma tu żadnej zasady. Oprócz jednej…. chęci uczynienia czyjegoś życia lepszym. 

Są też mamy adopcyjne. Temat adopcji bardzo mnie wzrusza. To kobiety, które często poruszyły niebo i ziemię, żeby mieć swoje dziecko. Poddawały się skomplikowanym procedurom medycznym, chwytały się każdej pojawiającej szansy, nie traciły nadziei. To matki wojowniczki. Aż w końcu usłyszały, że nie ma szans. Albo same podjęły decyzję, że nie mają już siły na kolejne badania i zabiegi. Potem długi proces podejmowania decyzji o adopcji. To jednocześnie proces żałoby i pogodzenia się z tym, że być może nigdy nie będę w ciąży, że nigdy nie urodzę dziecka. Adopcja dziecka to poważna decyzja. Budzi wiele wątpliwości. Tak naprawdę niewiele wiesz o tym dziecku. Liczysz się z tym, że jest straumatyzowane, że jest duża szansa, że będzie miało FAS lub – jak będzie miało trochę więcej szczęścia – to FASD. Zastanawiasz się, jak pojawienie się takiego małego człowieka w Twoim domu zmieni Twoje życie. Każdy marzy o noworodku prosto ze szpitala. Jednak w ośrodku adopcyjnym uświadamiają Cię, że być może bardziej realne będzie np. 2- lub 4-letnie dziecko, bo w naszym kraju proces uwolnienia dziecka prawnie, aby mogło pójść do adopcji często zajmuje lata. W ośrodku adopcyjnym zderzasz się też z rzeczywistością. Przeciętny czas oczekiwania na szkolenie to 2 lata. Szkolenie to 3 miesiące. Potem do roku oczekiwania na dziecko. I ten niepokój przy każdym telefonie, czy to już… A potem cała procedura sądowa, żeby ten mały człowiek w końcu był TWÓJ. Wreszcie – ta nieskończona radość, że w końcu się udało. W końcu jesteś matką. Dla Ciebie Twoje dziecko rodzi się w momencie telefonu z ośrodka adopcyjnego. Od tego momentu już nic nie będzie takie samo…

Na koniec słowa Danielle Steel: „Macierzyństwo nie jest dla słabych duchem. Żaby w salonie, pokrwawione kolana i inwektywy od nastolatki nie są dla mięczaków.” 

Pamiętajcie o tym Kochane Mamy i do przeczytania wkrótce!